poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Dalej, dalej, dalej...
już powoli zaczynam segregować cały dobytek swojego życia. analizuje co się przyda, co nie. co muszę zabrać teraz, a na co można poczekać i zwieść z czasem. nie jest to proste zadanie. mój mały, zagracony pamiątkami z całego chyba życia, pokój stawia duże opory. książki nie mieszczą się do kartonów. ubrania wylatują z szafy, która zawsze była za duża, a teraz okazała się za mała... listy, pocztówki od znajomych zamiast grzecznie chować się do kartonika, zachęcają do czytania i wspominania tych dawnych pięknych i beztroskich lat zajmując kolejne godziny. stare zeszyty z licealnych i gimnazjalnych lat rozśmieszają gdy wypadają z nich liściki zapisane na niezwykle nudnej lekcji historii. bilety z podróży odbytych z przyjaciółmi lub do niego nie chcą za nic leżeć w miejscu, tylko co chwila zsuwają się z biurka. no i zdjęcia. pełno zdjęć. mnóstwo zdjęć. tony zdjęć. odklejam je z ściany, odczepiam z sznurka nad biurkiem. wyjmuje z szuflad. oglądam. czasem zastanawiam się, kiedy minęły te lata. te cudowne chwile, które wywołują uśmiech na twarzy nawet gdy jest mi tak bardzo źle. i czuję się, jak bym straciła to wszystko bezpowrotnie. te dni na Szafarni z Dżastinem, Andżą i Igą. te godziny spędzone pod tarasem z Madzią i nasze pierwsze próby alkoholowe;)zawody, hubertusy, wigilie konne. ferie, weekendy majowe no i obozy... pierwszy rok pracy. pierwsza jazda na mym koniu. moja niezapomniana 18nastka... minęło to wszystko. może powinnam zamknąć to wszystko w moim małym kuferku i wracać do tego tylko w przypływach nagłego ataku żalu i przygnębienia. a może zapomnieć o tym na zawsze i żyć dalej tym co przyniesie los. ostatnie dni są dla mnie trudne. tyle zmian, tyle nowych rzeczy. zaczynam się z wszystkim żegnać, z ukochanymi zakątkami w Olsztynie, z widokiem z balkonu, i zapachem skoszonej trawy wymieszanej z zapachem miasta. i tyle jeszcze się zmieni... na dobre, prawda?:)

środa, 26 sierpnia 2009
Koniec...
Nie, nie koniec bloga. Raczej jego początek. Ponowny. Przez ostatnie kilka miesięcy bardzo go zaniedbałam, ale to wszystko z powodu wyjazdu na Szafarnie. I nie, nie z powodu braku czasu. Po prostu było mi go szkoda na klepania na kompie. Tak więc wszelkie zapiski postanowiłam zostawić na powrót do Olsztyna. I tak też się stało. Jestem w domu... Ciesze się? Trochę tak. W końcu mogę się wyspać, nie muszę wstawać o 8.30. Nie muszę stać w największy upał na lonży powtarzając magiczne słowo "hop, hop, hop" po którego rytmicznej wymowie ludzie uczą się anglezować. Nie muszę jeść o wyznaczonych godzinach, bo lodówka jest dla mnie otwarta;). No i mam już wyprane wszystkie ubrania:) Ale jednak tylko trochę się cieszę... Nie ukrywam, brakuje mi tego wszystkiego. Tych wieczorów na tarasie, porannych i poobiednich kaw (od niedzieli nie piłam kawy :O), rozpisywania koni, krzyczenia na zastęp "dołącz" i wielu wielu innych rzeczy... Pełno zdjęć mam. Zastanawiałam się bardzo długo które wybrać, jak je przedstawić, co pominąć, czego więcej... Nadal nie wiem... wrzucam na oślep i byle co i byle ile...
Chyba nie jestem wstanie zliczyć ile godzin spędziłam na ujeżdżalni bądź w terenie... Czasem miałam wrażenie, po 5 godzinie w siodle, że już nie posiadam pośladków;p

.JPG)
.JPG)
.JPG)
Jedno jest tylko pewne, że nie zamieniła bym tego na nic... Tak samo jak bym nie zamieniła tych godzin spędzonych z moimi cudownymi przyjaciółmi... Tak wielu ich tam jest, choć czasem potrafiło dojść do zgrzytów. Ale czego można się spodziewać, spędzając z sobą 24 godziny na dobę?
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
Jednak i tak najwięcej było tych dobrych chwil, radosnych, wywołujących uśmiech i ewentualnie łzy szczęścia. I chyba takich chwil i tych cudownych popołudni nad jeziorem, wspólnie spędzonego czasu, żartów, śmiechów i wygłupów przy ognisku będzie mi najbardziej brakować...

.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
No i koni... O nich nie mogę zapomnieć... Bo przecież, bez nich by tego wszystkiego nie było...
.JPG)
.JPG)
.JPG)

Podsumowując te całe dwa miesiące, stwierdzam, że zdjęcia nie oddają nawet 1/1000 tych emocji i przeżyć jakie mi towarzyszyły. W większości były to dobre chwile. Wręcz cudowne... Niestety zdarzyły się też te złe, jak śmierć Kapri, która zdechła najprawdopodobniej na kolkę. Oraz kradzież w domku przez pana sąsiada... Ale to nieważne... To już minęło. Teraz rozpoczynam kolejny etap... Ale to jeszcze nie teraz o tym...
Chyba nie jestem wstanie zliczyć ile godzin spędziłam na ujeżdżalni bądź w terenie... Czasem miałam wrażenie, po 5 godzinie w siodle, że już nie posiadam pośladków;p
Jedno jest tylko pewne, że nie zamieniła bym tego na nic... Tak samo jak bym nie zamieniła tych godzin spędzonych z moimi cudownymi przyjaciółmi... Tak wielu ich tam jest, choć czasem potrafiło dojść do zgrzytów. Ale czego można się spodziewać, spędzając z sobą 24 godziny na dobę?
Jednak i tak najwięcej było tych dobrych chwil, radosnych, wywołujących uśmiech i ewentualnie łzy szczęścia. I chyba takich chwil i tych cudownych popołudni nad jeziorem, wspólnie spędzonego czasu, żartów, śmiechów i wygłupów przy ognisku będzie mi najbardziej brakować...
No i koni... O nich nie mogę zapomnieć... Bo przecież, bez nich by tego wszystkiego nie było...
Podsumowując te całe dwa miesiące, stwierdzam, że zdjęcia nie oddają nawet 1/1000 tych emocji i przeżyć jakie mi towarzyszyły. W większości były to dobre chwile. Wręcz cudowne... Niestety zdarzyły się też te złe, jak śmierć Kapri, która zdechła najprawdopodobniej na kolkę. Oraz kradzież w domku przez pana sąsiada... Ale to nieważne... To już minęło. Teraz rozpoczynam kolejny etap... Ale to jeszcze nie teraz o tym...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
