Chyba nie jestem wstanie zliczyć ile godzin spędziłam na ujeżdżalni bądź w terenie... Czasem miałam wrażenie, po 5 godzinie w siodle, że już nie posiadam pośladków;p
Jedno jest tylko pewne, że nie zamieniła bym tego na nic... Tak samo jak bym nie zamieniła tych godzin spędzonych z moimi cudownymi przyjaciółmi... Tak wielu ich tam jest, choć czasem potrafiło dojść do zgrzytów. Ale czego można się spodziewać, spędzając z sobą 24 godziny na dobę?
Jednak i tak najwięcej było tych dobrych chwil, radosnych, wywołujących uśmiech i ewentualnie łzy szczęścia. I chyba takich chwil i tych cudownych popołudni nad jeziorem, wspólnie spędzonego czasu, żartów, śmiechów i wygłupów przy ognisku będzie mi najbardziej brakować...
No i koni... O nich nie mogę zapomnieć... Bo przecież, bez nich by tego wszystkiego nie było...
Podsumowując te całe dwa miesiące, stwierdzam, że zdjęcia nie oddają nawet 1/1000 tych emocji i przeżyć jakie mi towarzyszyły. W większości były to dobre chwile. Wręcz cudowne... Niestety zdarzyły się też te złe, jak śmierć Kapri, która zdechła najprawdopodobniej na kolkę. Oraz kradzież w domku przez pana sąsiada... Ale to nieważne... To już minęło. Teraz rozpoczynam kolejny etap... Ale to jeszcze nie teraz o tym...

trochu zlego wiecej dobrego:)
OdpowiedzUsuń